środa, 25 maja 2011





K. zbijal mi wczoraj do późna w nocy drewniane donice na pomidory. Bo postanowiłam być w tym roku sumienniejszym ogrodnikiem. Sałata na rabatach powschodziła dawno ale cos nie chce osiągać rozmiaru gotowości sałatkowej, szczypiorek - mikry i nijaki rok temu - przetrwał bohatersko zimę i teraz kupami całymi pnie sie ku słoncu, groszek zieloniutki niedlugo bedzie czepiał sie sznurka - juz czuję jego smak, choć na to jednak trzeba będzie jeszcze poczekac.
Słonce dzisiaj zza chmur wyjrzało to i do ogródka mnie pcha...

"Mało brakuje a można by było zjeść na zewnątrz. Rzecz właśnie w tym 'mało brakuje' i w trybie warunkowym. Z początku wydaje się to zupełnym szaleństwem. Dopiero co zaczął się marzec, przez caly tydzień lało, do tego były zamiecie. A dzisiaj proszę: od rana świeci matowe jeszcze słońce, z monotonną siłą. Minęło południe- stół juz nakryty, posiłek gotowy. Ale i w domu wszystko się zmieniło. Przez uchylone okno słychać hałasy z zewnątrz, a w powietrzu unosi się to takie lekkie coś(...)Wydaje się już za późno, by zamieszać czas - przystawka czeka na obrusie. Za późno? Od ciebie zależy jaka będzie przyszłość. Moze w porywie szaleństwa wybiegniesz na zewnątrz i gorączkowo przetrzesz szmatką ogrodowy stół, a potem wszystkim poradzisz, by założyli swetry, i spróbujesz jakoś opanować pomoc, z którą się każdy narzuca z niezręcznym entuzjazmem. A może się poddacie i zostaniecie w cieple - krzesła są zbyt wilgotne, trawa za wysoka..."

(Philippe Delerm, Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności).

Bawię się zdjęciami, ale do końca jeszcze sztuki wklejania ich tutaj nie opanowałam :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz